Egzotyczne disco polo

Skoro kizomba i bachata są dla Polaków egzotycznymi stylami muzyki/tańca, to czy disco polo będzie tym samym dla przybysza z Afryki? Zadałem sobie to pytanie obserwując pewien polski fenomen.

Egzotyka. Słowo wykorzystywane chyba najczęściej w branży turystycznej. Kojarzy się ze słońcem, plażą, palmami i błękitnym oceanem (ups, tymi filtrami zawężyłem właśnie krąg krajów egzotycznych!). Kojarzy się z czymś innym, niedostępnym w miejscu, w którym się mieszka. Zaglądając do słownika tak to mniej więcej jest definiowane, plus jest to coś „uderzająco, podniecająco, tajemniczo odmiennego”.

Wiele osób hejtuje disco polo. Obciach, dno, nic nie trzeba umieć aby stworzyć utwory z tego gatunku. Przyznam, że też smuci mnie ogromne zainteresowanie tego typu muzyką, ale.. przynosi ona ogromne dochody. Jest na nią popyt, bo jest bajecznie prosta w odbiorze, imprezowa, bezpośrednia, uderzająca w instynkty. Hmm, właśnie opisałem charakterystykę, do której załapuje się nie tylko ten gatunek, ale też wiele innych, zagranicznych, egzotycznych…

Zaobserwowałem wśród Polaków, iż cenią egzotyczne rzeczy niekoniecznie dlatego, że są lepsze jakościowo, ale dlatego że są inne. Tutaj trudną do zdefiniowania „jakość” określiłbym jako siłę nienegatywnego oddziaływania przy jednoczesnym istnieniu intelektualnej wartości dodanej.
I przyznam, że wiele tych cudownych egzotyków takiej wartości dla mnie nie wnosi. Liryka na poziomie przeromantyzowanego świata, jak z brazyliskiej telenoweli. Powtarzające się schematy rytmiczne, które po parunastu minutach słuchania zaczynają zwyczajnie nudzić. I jako że bardzo interesuje mnie psychologia muzyki, to fascynuje mnie jak ludzi ciągle może to bawić (ludzi, którzy jednocześnie hejtują disco polo). Pewnie to ta tajemnicza egzotyka.

Prosty, przewidywalny egzotyczny utwór tańczymy, ale disco polo to wiocha, fuj! Disco polo jest nasze, polskie. Jak krakowiak, oberek, mazur, polonez czy kujawiak. Ich też nie tańczymy, bo sumie po co. Takie stare, mało sexy, muzy ani imprez pod nie nie robią i nie można się namiętnie poprzytulać z nie swoją dziewczyną, zupełnie legalnie, mówiąc że to przecież tylko taniec (jak ma to miejsce w przypadku kizomby czy bachaty). Tak, przepraszam, bezczelnie generalizuję pewne zachowania. Znam osoby rewelacyjne tanecznie, potrafiące utrzymać dystans, ale w przypadku niektórych to taniec nie jest chyba aż tak istotny…

Znajomy opowiadał mi jak to grał koncert/potańcówkę dla elit. Elit, które stać było na wynajem pałacu oraz zespołu grającego niebanalną muzykę na żywo. Po paru godzinach imprezy nie wiadomo już było kto z kim przyszedł, a pierwotnie ambitne wymagania zeszły do poziomu „Przez Twe Oczy Zielone”. No i w porządku, przecież atmosfera ma sprzyjać zabawie, a nie koncetracji jak na wykładzie z fizyki kwantowej. Po co tylko ta iluzja? Po co udawanie, że jest się lepszym, bo słucha się czegoś ambitnego? Egzotycznego!

Nie mam z tym problemu, że komuś podoba się to czy coś innego. Każdy człowiek ma prawo do robienia tego co mu sprawia przyjemność. Irytuje mnie po prostu podejście polegające na atakowaniu, wyśmiewaniu pewnych koncepcji, a z drugiej strony trwaniu w iluzji. Jak wiadomo iluzja ma związek z nieświadomością. Świadomość natomiast bywa bolesna, dlatego pewnie nie zawsze śpieszno nam do jej osiągnięcia.

Z tego co wiem to disco polo robi karierę w Chinach. Może dla Azjatów jest mocno egzotyczne, ale czy wartoby nim reklamować tam Polskę, w momencie gdy słynie ona także z Chopina, będącego autorytetem dla wielu chińskich pianistów?

Po co się w ogóle nad tym zastanawiać? Ja się zastanawiam, bo cieszyłbym się gdyby to co nasze także stało się egzotyczne, w relacji jakościowej do innego naszego. A jeśli byłoby egzotyczne dla innych narodów to abyśmy nie musieli się wstydzić, że jakością nie odbiega od tych wspaniałych, „ciepłych krajów” 😉