Okrutny standard

Rozwój technologii sprawia, iż coraz łatwiej tworzy się nowe rzeczy, zwłaszcza te związane z komputerem. Z jednej strony super. Z drugiej fatalnie. Dlaczego? Bo nie tylko Ty masz do tej technologii dostęp.
Dla przykładu: wchodzisz na YouTube i oglądasz teledysk. Załóżmy, że nie został stworzony przez Twoich znajomych. Czy wtedy zastanawiasz się nad tym, czy ta osoba miała fundusze na dobrej jakości nagranie, czy poświęcała swój prywatny czas i czy wkładała w to serce? Pewnie nie, bo tak działa człowiek. Pierwsze wrażenie, jeśli mamy wybór, selekcjonujemy. Albo się podoba albo wypad. Ale zaraz, z czym to porównujemy? Pewnie z innymi możliwościami, które są w zasięgu ręki. A lubimy dobrą jakość, więc porównujemy ze standardem jaki panuje obecnie.

Ludzie tworzący standard to zazwyczaj profesjonaliści, mający swoją ekipę, sprzęt, fundusze, czas i wszystko co potrzeba żeby działać na najwyższym poziomie. Odbiorcy wybierają zatem standard zawodowców. To smutna wiadomość dla amatorskich twórców (nie wspominając o pochodzeniu z kraju, w którym trudniej walczyć o fundusze). Albo poświęcasz się cały, żeby dorównać standardowi, albo sprzedając kładziesz nacisk na treść zamiast formy, żeby ktokolwiek Cię zauważył (o ile treść nie ma swojego standardu…). Prędzej czy później standard się podniesie i trzeba będzie mu dorównać, więc znowu musisz się poświęcić. Rozwiązania krótkoterminowe działają tylko dla małych rzeczy, dla tych większych podejmuje się niestety te trudne decyzje – z czego tu zrezygnować, żeby stworzyć coś porządnego?

Na to wszystko ogromny wpływ ma oczywiście to, że technologia pozwala nam porównywać. Przed powstaniem Internetu, czy idąc dalej – mediów, człowiek nie miał przecież pojęcia, że na drugim końcu świata ktoś nagrał piosenkę lepiej, napisał ciekawszą pracę naukową czy też pobił rekord w biegu na setkę. Łatwiej było się wszystkim cieszyć. Czy było to życie w iluzji? Nie, raczej w nieświadomości, która była wtedy bardzo korzystna. W takiej nieświadomości nie da się żyć teraz, bo o ile sam możesz być nieświadomy, to Twój odbiorca woli wybrać i niedługo boleśnie Cię uświadomi.

Co więcej, nawet jeśli stworzysz coś świetnego to trudno wybić się w tym gąszczu możliwości. Często wygrywa po prostu produkt lepiej promowany, niż ten o lepszej jakości. A jak już się wybijesz to i tak niełatwo utrzymać się na szczycie, bo wtedy sam stworzyłeś standard, który musisz spełnić kolejnym razem.

Jaki z tego wniosek? Cholernie trudno tworzyć wielkie rzeczy po godzinach. W takim wypadku trzeba stosować zasadę czerpania radości z samego procesu, bo inaczej frustracja zje nas na śniadanie. Nie jest to łatwe dla ludzi ambitnych, do których skierowany jest ten wpis. Toku rozumowania pozostałych osób niestety nie ogarniam, ale właśnie dlatego czasami im zazdroszczę 😉