Problem rozwoju muzyki

Słucham sobie codziennie Last.fm. Zdarza mi się, że chce się dowiedzieć co jest obecnie na czasie, jeśli chodzi o muzykę taneczną. No to wpisuje etykietę ‚dance’. Wydawałoby się, że można teraz podkręcić głośniki i zrobić z pokojowej podłogi parkiet. Problem w tym, że nie zawsze da się sensownie tańczyć przy czymś co dla niektórych dancem, dla innych jednak brzmi jak pop, r’n’b, techno, electronic czy trance.

Piosenka dostała tag ‚dance’ bo ktoś sobie tylko tak pomyślał, co więcej próbuje na siłę wmówić to innym. W podobny sposób działają największe polskie stacje radiowe. Skład ich dziennej playlisty jest pilnie strzeżoną tajemnicą. Tu nie chodzi o to, żeby zagrać fajną piosenkę. To tylko czysty biznes: dajce nam piosenkę, my zbadamy czy można ją w jakikolwiek sprzedać, jeśli tak to puszczamy ją kilka razy dziennie, żeby wbić ludowi w uszy.

Ludzie, którzy lubią muzykę, ale nie mają czasu albo możliwości na jej szukanie są skazani na manipulację. Na chwytanie prostych, łatwych do odbioru rzeczy, które aktualnie są na czasie. No bo przecież w radio i telewizji to grają, a wykonawca jest na pierwszych stronach gazetek interesujących się (głównie) życiem prywatnym gwiazd.

Stąd bierze się chęć tworzenia czegoś własnego. Co więc trzeba zrobić? Najlepiej zacząć się uczyć od podstaw. Czyli wkręcamy się do jakiegoś zespołu, ogniska bądź szkoły muzycznej. Fakt, faktem że możemy się tam czegoś nauczyć, ale czy będziemy naprawdę mogli się rozwijać, grać i tworzyć to co chcemy? Czasem na drodze stoi nauczyciel czy dyrygent, ktoś kto [powinien] mieć autorytet i mówić co dobre, a co złe. Problem jednak w tym, że są rzeczy których nie można brać pod ocenę. Bo ocena sztuki (a w tym muzyki) jest niedeterministyczna. Chyba mało osób jest w stanie się z tym pogodzić.

Oczywiście istnieją rozwiązania tego problemu. Jednym z nich jest założenie własnego zespołu, tylko dla bardzo młodego człowieka nie mającego żadnego doświadczenia ani kontaktów jest to raczej trudne, choć nie twierdzę, że niemożliwe. Z drugiej strony mamy taki gatunek jak jazz, ludzie interesujący się nim wiedzą, że cały jego smak polega na muzycznej improwizacji. Poziom jazz`u jest jednak za wysoki, żeby mogło się nim zająć co drugie dziecko.

Tak więc nie jest to łatwe, żeby rozwijać się w naszym wybranym muzycznym kierunku. Krytyka autorytetów wszystko hamuje. A może jest autorytet, który stoi na szczycie hierarchi? Niestety nie ma, to nie religia, w której jest Papież ani też USA, które mają Prezydenta o wielkich możliwościach. Może tacy guru byli jednak, a już nie żyją?

Podobno Mozart potrafił być elastyczny, komponował to przy czym ludzie mogli tańczyc. Czy gdyby teraz powstał z martwych, zacząłby pisać rock’n’roll albo techno? Wiem, że podobne (niby żartobliwe) zdanie wypowiedział Jean-Michel Jarre, czyli nie muszę się czuć sam w swoim poglądzie. Tylko, że z tym żartem mogłoby być zupełnie inaczej. Różnica polegała na tym, że Mozart był geniuszem. W sensie wartości muzycznych, a nie liczby sprzedanych płyt. Bo wtedy płyt nie było, ale tu i tak nie o to chodzi. Mozart nie interesował się tym, żeby sprzedać jak najwięcej, on kładł wszystko w swoje utwory. Czyli zupełnie odwrotnie jak dziś. Teraz gwiazda tworzy cokolwiek, promuje przez chwilę, jak się uda to promuje już tylko siebie.

Gdyby tak zebrać wiele autorytetów z różnych gatunków muzyki, którzy posiadają jakąś cechę łączącą ich, pozwalającą na to, żeby się dogadali… Wtedy można by próbować naprawdę silnie wpłynąć na rozwój młodych ludzi, którzy chcą coś stworzyć. Nie wiem jednak, czy to możliwe.