Średnia szkoła życia

Wielu Polaków narzeka na nasz system edukacji, ale mało kto mówi coś kokretnego na temat tego jak go naprawić.

Ten wpis to jedynie szkic pomysłu, być może pojawią się jeszcze następne ściśle z nim związane. Poruszam temat tylko dlatego, że szkoda mi wielu polskich talentów, ludzi uzdolnionych którzy we wczesnym latach zamiast rozwijać się we własnej dziedzinie są hamowani przez nasz przestarzały system edukacji. Nie będę pisał o podstawówce bo jest za wcześnie, o studiach też nie bo są zbyt późno. Napiszę o momencie, w którym człowiek głęboko zastanawia się nad tym co tu dalej ze sobą robić, czyli szkole średniej.

Problemy, które widzę w obecnym systemie to:

  • zbyt wiele zajęć,
  • zbyt duże klasy,
  • zbyt duża ilość bezużytecznej wiedzy,
  • za mało specjalistycznych zajęć,
  • brak przedmiotów związanych z rzeczywistością.

W moim modelu postaram w większości rozwiązać te problemy.

1. Dwa razy mniej zajęć obowiązkowych, maksymalnie 4 godziny dziennie.
Ktoś powie: tak, ale wiesz, młodzież musi rozwijać się intelektualnie, być wszechstronna. Jasne i tyle godzin im wystarczy, żeby czegoś się dowiedzieć o świecie.

2. Dwa razy mniejsze klasy.
Ktoś powie: no tak, ale musimy mieć większe klasy, przecież na każdego ucznia dostajemy fundusze. Więcej uczniów, więcej kasy, droższe inwestycje. OK, dlatego zamiast 8 godzin lekcyjnych dla jednej klasy mamy po 4 dla obydwu klas, liczba uczniów w szkole nie zmienia się. Zauważmy, że w tym momencie nauczyciele nie będą poszkodowani mniejszą liczbą godzin za które dostają pieniądze.

3. Zajęć ma być dwa razy mniej, ale powinny być dwa razy lepsze.
Tutaj przyznam, łatwo powiedzieć, trudniej zaimplementować. I w ogóle co to znaczy lepsze? Ja zdefiniowałbym, że jeden program nauczania jest lepszy od drugiego jeśli zawiera wiedzę, która przyda się bardziej. No ale tutaj znowu nie wiemy co to znaczy, że przyda się bardziej. I jestem pewien, że żaden rząd, żadni uczeni, żadna wielka rada nie będą w stanie tego określić. Dlatego można by tu przeprowadzić narodową ankietę, w której ludzie (już niemłodzi) odpowiadaliby na pytanie czego nauczyli się w szkole, a czego nie i które z tych rzeczy naprawdę im się przydały. Wyniki tej ankiety powinny być dostępne dla każdego obywatela, a nie tylko dla tajnej komisji, która miałaby pole do manipulacji.

4. Dodatkowe zajęcia specjalistyczne.
Jeśli ktoś chce być świetnym piłkarzem to niech gra w piłkę, a nie męczy się z interpretacją wierszy. Jeśli ktoś chce tańczyć, śpiewać, malować, grać w filmach to niech zajmie się tą sztuką, a nie stara się ze zrozumieć(=wykuć wzory) co to pochodna funkcji nieliniowej. Umysły ścisłe i humaniści powinni mieć dostęp do dwóch, jakże różnych od siebie światów.
itd. itd.

Ten pomysł jest bardzo trudny w realizacji. Ludzie powiedzą, że tak, ale potrzebujemy świetnych nauczycieli. Czasem jednak, żeby pozwolić młodemu człowiekowi rozwijać się należy dać mu możliwości i nie przeszkadzać. Zwłaszcza dzisiaj kiedy można nauczyć się wielu rzeczy z Internetu. To rozwiązanie to prawdopodobnie marzenie wielu osób, które już na tym etapie życia wiedzą czego chcą. Wielu młodych nie wie jednak co ich interesuje. Wtedy też dorośli ludzie argumentują, że nie powinniśmy aż tak ostro profilować szkół. To ja w odpowiedzi zapytam się retorycznie: czy wszyscy studenci wiedzą czego chcą? Ktoś może też powiedzieć, ze przecież mamy podział na: liceum (a w nich profile), technikum (w nim specjalizacje), szkołę zawodową (a w niej konkretny zawód). Tak, tylko że profili jest zaledwie kilka, a powinno być co najmniej kilkadziesiąt. No i nawet jeśli są profile to nie można się skupić na rozwiązywaniu ciekawych problemów z własnej specjalizacji, tylko trzeba uczyć się hurtowo wszystkiego. Po to, żeby później o tym wszystkim zapomnieć.

5. Nowe zajęcia (obowiązkowe).
Ponieważ za bardzo się rozpisałem, propozycje nowych zajęć pojawią się w kolejnym wpisie.

PS. Nie wiem po co wprowadzono gimnazjum, wg mnie nic dobrego nie wniosło do systemu i powinno oddać się licealistom jeden rok.