Tonąc w informacji

Podobno w XVI wieku przeciętny człowiek dowiadywał się w ciągu całego swojego życia tyle, co dziś my w jeden dzień (aż strach myśleć o tych starszych…). Wtedy nie trzeba było wiedzieć wiele, żeby być szczęśliwym. Nawet nie trzeba było wielkiej wiedzy żeby żyć. Rzeczą, która sprawia że my musimy wiedzieć więcej jest rozwój cywilizacji, a konkretniej postęp technologiczny. Nowa technologia wrzuca w życie więcej informacji i vice versa. Większa ilość informacji pozwala nam tworzyć jeszcze nowsze technologie. Te dwie rzeczy ciągle nakręcają się nawzajem i wygląda na to, że nie mają zamiaru się zatrzymać.

Czy jednak ciągłe zdobywanie wiedzy jest konieczne do życia? Raczej tak – przestaniemy się interesować kodeksem drogowym i za chwilę okaże się, że dostajemy mandat bo ktoś z tych na górze kazał nam włączać światła mijania w samochodzie przez cały rok. Całe szczęście, że nie kazali mieć włączonych świateł nocą w mieszkaniu… Za chwilę też każda firma będzie musiała mieć specjalnie wytresowanego w dziedzinie BHP pracownika (którego wyszkolenie będzie wyższe niż jego pensja). IMHO to wygeneruje więcej przekrętów niż jest samych firm w Polsce, bo Polak potrafi…

Informacja potrzebna jest nam, żeby przetrwać wśród ludzi. Oczywiście, że zawsze można zostać pustelnikiem, zamieszkać w jaskini i polować na zwierzęta w lesie. Choć w sumie tego nie jestem pewien, bo co jeśli za chwilę zjawią się ekolodzy z nakazem jaskiniowej eksmisji? Tutaj trzeba by znaleźć w miarę bezludną wyspę, na której jest i green i peace jednocześnie.

Zatem musimy poznawać nowe rzeczy, ale skąd się o nich dowiadywać? Możemy zawsze korzystać z doradztwa, zaufać innym ludziom i uwierzyć w to, że oni chcą nam pomóc. Jaką jednak mamy pewność, że ktoś nas nie oszukuje, że nie pokazał nam tekstu „małym druczkiem” bądź „gwiazdki”, pod którymi kryje się skubiący nas z pieniędzy haczyk? Zresztą czy tak naprawdę można komukolwiek ufać, np. mediom? Przecież media to też ludzie, a ludzie to tylko ludzie, popełniają błędy. Czasami jest nawet gorzej, bo manipulują (przykład: wystarczy trochę zainteresować się polityką).

Niestety dziś trudno odróżnić plotkę od faktu, bo ludzie chwytają to, co jest im na rękę (albo to co bardzo nie jest). I przekazują dalej. Czyli ktoś dostaje od nas kredyt zaufania. Jeśli już musimy sami się interesować wieloma rzeczami, to może chociać spróbować ograniczyć ich liczbę. A wieć skupiamy się na jednej z dziedzin, tylko teraz co zrobić żeby być w niej na czasie? Kompetentni ludzie, prasa, telewizja, radio, internet, wszędzie tam możemy znaleźć to co nas interesuje. Problem w tym, kogo się zapytać? Którą gazetę wybrać? Czy to na pewno będzie obiektywny artykuł? I czy w ogóle jest on na temat?

Jeszcze trudniejszym problemem jest to, co warto, co trzeba, a o czym w ogóle nie musimy wiedzieć. Ktoś zapyta się: „Jak to Ty tego nie wiesz ?!”, „Nie znasz tej piosenki ?!”, „Nie widziałeś tego filmu?!”, „Jak możesz nie znać tej lektury?!”, „Nie byłeś w tym miejscu nigdy?!”. A może właśnie nie wiem, nie znam, nie widziałem, nie byłem i nie chcę! Bo po co mi te wszystkie zapychające umysł informacje, skoro w żadnym sensownym celu ich nie wykorzystam. Może gdybyśmy nie byli nimi przytłaczani bylibyśmy w stanie wymyślić więcej, bo wtedy rozumujemy nie używając schematów, ale własnej czystej wyobraźni.

Problem odpowiedniego filtrowania informacji będzie rósł, coraz szybciej. Cywilizacja i technologia nas do tego zmusza, a przecież my chcemy być jak najbardziej ucywilizowani, czyż nie?